RSS
niedziela, 26 lutego 2012
Blog szeroko zamkniety

Moje drogie, i chce, i musze: otwieram - jaka piekna gra slow - zamknietego bloga.

Chetne znajome prosze o krotkie info i nie zegnam sie, bo wkrotce sie zobaczymy.

18:51, alisekalisek
Link Komentarze (35) »
czwartek, 09 lutego 2012
Siedz w kacie, a znajda Cie

'Wewnetrzna rozmowa oceniajaca' za mna.

Milo spedzilismy ponad dwie godziny, a wniosek jest jeden: Jestem swietna, zarowno jesli chodzi o 'miedzyludzkie' i o 'people managing', jak i o biznesowe i w oczach mojego szefa czeka mnie w firmie olsniewajaca kariera. Wow.

- Come on - smieje sie na koniec moj szef - przeciez wiedzialas, ze to uslyszysz.

- Nic a nic mnie to nie dziwi - smieje sie, gratulujac, maz.

A ja sie dziwilam i dziwilam, tylko nic a nic nie dalam po sobie poznac. Jestem z pokolenia, w ktorym dzieci i ryby glosu nie maja, z rzeszy dzieci niechwalonych w ogole, bo chwalenie bylo uznawane za niepotrzebne rozpieszczanie i psucie, poza tym zawsze bylo cos do ugotowania, do posprzatania, do wyprasowania, w kazdym razie zawsze bylo to cos wazniejszego. Uwazam, ze z moim dziecinstwem poradzilam sobie wysmienicie i nie sluzy mi ono za wymowke do niczego, sama nauczylam sie w siebie wierzyc, jeszcze bardziej pomogl mi w tym moj maz, sama nauczylam sie plywac w zimnej i glebokiej wodzie i na dobre mi to wyszlo, ale to czekanie na niepochlebna krytyke i zdziwienie, kiedy nie przychodzi, wciaz w sobie od czasu do czasu odnajduje.

Dzis pogrzeb Szymborskiej, Krakow zamglony i smutny.

'Ktos byl i byl

a potem zniknal

i uporczywie go nie ma.'

 

08:00, alisekalisek
Link Komentarze (8) »
sobota, 28 stycznia 2012
W pedzie

Jeszcze troche i minie styczen, a ja bez wpisu...

Przed domem rosna nam przebisniegi. Smiesznie, zwazywszy na to, ze snieg spadl tej zimy tylko dwa razy, ostatni raz w piatek. Teraz znow jest mokro i zielono i... jakos wygladam wiosny.

W przyszlym tygodniu znow lece sluzbowo do Warszawy. Chcialabym miec wiecej czasu, chcialabym isc do och! teatru, chcialabym powloczyc sie po starym miescie, chcialabym posiedziec w jakiejs fajnej knajpce i poczytac polska ksiazke, ale program jest jak zwykle napiety, dwa dni spotkan, sluzbowe kolacje i z powrotem do domu. Nie, ze nie lubie, bo lubie, jako team rozsiany po calym swiecie widzimy sie zbyt rzadko, wiec ten czas wspolnie spedzony jest dobry i cenny, ale czas mi jakos galopuje i z Warszawy mam tylko Palac Kultury widziany z okna hotelu...

Pracy mam tyle, ze nie wiem, w co wsadzic rece, za to lenie sie w domu, lenimy sie oboje. No dobra, troche klamie, maz byl na zakupach, odebrac kilka rzeczy od mamy i wlasnie gotuje mi rosol. W calym domu pachnie... jakos swojsko, cieplo i dobrze. Dokladnie tak, jak powinno.

 

19:30, alisekalisek
Link Komentarze (3) »
sobota, 24 grudnia 2011
Wesolych Swiat!

Ges lezy od dwoch godzin w piekarniku w rosole i warzywach, nadziewana pomaranczami, jablkami, cebula, i pekami ziol. Z czuloscia polewamy ja od czasu do czasu piwem. Odwrocimy ja na plecy, zeby piekla sie dodatkowe dwie godziny.

Czerwona kapuste namoczylam na noc w dobrym czerwonym winie, dolaskotalam cebulka i jablkiem, i marmolada z zurawin.

Na stole adwentowy wieniec. Orzechy. Mandarynki. Wigilia.

Zycze Wam cieplych radosnych rodzinnych Swiat. Swiat bez stresu, Swiat spokojnych i takich, jak sobie same zyczycie.

 

16:03, alisekalisek
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 grudnia 2011
Stluczka

Sroda byla troche dziwna juz od rana, jakbym to czula gdzies w kosciach. Odebralam meza z dworca i przy cofaniu walnelam w stojace za nami auto. I co z tego, ze pikalo i ze sygnal byl ciagly? Uparlam sie i pomyslalam, ze to glupie urzadzenie na pewno ma jakis zapas. Nie mialo.

I pewnie calkiem bym sie rozdygotala, gdyby nie moj maz. Dzieki niemu nikt sie nawet chwile nie zloscil, bo i na szczescie niewiele sie stalo, mlode malzenstwo z Hamburga z dwojka dzieci na tylnych siedzeniach (z dwojka dzieci! Jak je zobaczylam, to juz w ogole chcialo mi sie ryczec), zaprosilismy ich na kawe, ale spieszyli sie do domu, wymienilismy wizytowki i karty ubezpieczeniowe, pozartowalismy, usciskalismy i wesolo zyczylismy radosnych Swiat.

Ja to mam po prostu szczescie.

11:28, alisekalisek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 grudnia 2011
Pierwsze

To beda nasze pierwsze Swieta po slubie. Po S-L-U-B-I-E!

Co drugi dzien patrze sie na meza i mowie: M-E-Z-U.

Maz pisze do mnie maile z pracy. Z-O-N-O!!!

Czy Ty wlasciwie wiesz, ze jestesmy malzenstwem? Mal-zen-stwem. Przewracam to slowo po jezyku, turlam jak czekoladowy groszek.

Ostatnie tygodnie byly jak dziwny film, mijalismy sie i spotykalismy cudem przy porannej kawie. Niby jestesmy troche przyzwyczajeni, bo ja sluzbowo duzo podrozuje, ale ten film nie mial konca. Spotkania, terminy, kolacje. Bylo mi ciezko, maz tez byl jakis strapiony, odzylismy dopiero, kiedy to wariactwo sie skonczylo. Ladujemy akumulatory, kiedy jestesmy razem, nie osobno.

W ktorys weekend polecialam do Polski, fruuuu, z lotniska wynajelam samochodzik, fantastyczna instytucja, wsiadasz, jedziesz, oddajesz. To nic, ze sie zagapilam i prawie dojechalam nad morze!

Pracuje jak wol, ale to sie oplacilo. Watpie w swoje sily, zeby za chwile znow w nie uwierzyc. Od jutra bedzie spokojniej. Niestety, moj maz mial miec 'miedzy swietami' wolne i odpoczywac, a tu wyskoczyla produkcja. Na szczescie jest ciekawie i chodzi do pracy chetnie, gdzie to sie jeszcze zdarza?

Kupilam suknie w jakies wzory calkiem do mnie nie podobne, ma niesamowity dekolt i jeszcze nie wiem, czym go wypelnie, za to fantastycznie zmniejsza tylek. Czeka w szafie na Wigilie, a jakze. Bedziemy nadziewac ges jablkami i kasztanami, z polskich tradycji wyglada na to, ze bede miala tylko puste miejsce przy stole, natomiast w Wigilijny pozny wieczor spedzamy tradycyjnie u znajomych i ze znajomymi i juz nie moge sie doczekac. Enter.

22:07, alisekalisek
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 21 listopada 2011
Konsultacja

W przedszkolu, do ktorego chodzi synek mojej siostry, odbywaja sie wlasnie coroczne konsultacje. Takie podsumowanie.

Moja siostra wchodzi jako ktoras tam, siada i pietnascie dlugich minut wysluchuje, czego maly nie umie. No nie umie wyciac slonca i namalaowac drabiny. Z wyklejaniem tez ma problem. Inne dzieci umieja.

Moja siostra troche blednie. Po cichu mysli, ze ona do dzis nie umie namalowac drabiny, a glosno pyta, czy jest moze cos, co jej syn umie. Cos tam jest, ale nie ma juz czasu na opowiadanie szczegolow.

Pani przedszkolanka podaje przyklady nieumienia. Jednym z zadan bylo porownywanie obrazkow i szukanie brakujacych elementow. Na jedny obrazku wielki kwiat z lodyga i liscmi. Na drugim obrazku ... wielki kwiat z lodyga i liscmi. Ale na lodydze drugiego kwiata jest jeden listek mniej. - Dziecko, mowi pani, czego tu brakuje? Dziecko mysli i mysli, a pani sie niecierpliwi. - No czego tu brakuje?

- Wazonu! - peka triumfalnie maly.

Dziecko nie zrozumialo zadania, podsumowuje pani, a ja sie smieje: Masz genialnego syna i nie pozwol mu ani przez chwile myslec, ze nie mial racji. Mial!

A na pania sie zloszcze, bo nie miesci mi sie w glowie, ze mozna tak mowic o czterolatkach. Ze mozna dac komus tak negatywny feedback. Jakbym ja tak traktowala moich pracownikow, to moglabym zapomniec o jakiekolwiek motywacji. A to sa przeciez male dzieci!

10:03, alisekalisek
Link Komentarze (11) »
czwartek, 17 listopada 2011
Tu i teraz

Dzis jestem starsza o rok i nic a nic nie jest mi z tym zle.

Kilka dni temu gdzies przeczytalam: marzenia, plany? jutro bede szczesliwszy? jesli nie umiesz byc szczesliwy tu i teraz, dlaczego mialbys umiec byc taki jutro?

 

Swiecie w to wierze. Mijajacy czas mnie nie smuci. Czuje sie swietnie w swojej skorze i nie zamienilabym sie na zadna szesnastke! Kazdy rok przynosci cos innego, zmienia sie odczuwanie, wiedza, doswiadczenie, i te przezycia nie bylyby mozliwe w nastoletnim wieku.

 

Moj team zrobil mi taki prezent, ze hej. Znaja mnie na wylot. Jednak najbardziej wzruszyla mnie kartka. Pomyslalam: kurcze, czyli moje starania i przemyslenia sie 'oplacaja'.

Pije nasze - moje i meza - ulubione wino i podgryzam przekaski. Maz dla mnie gotuje. Gotuje czesto, ale dzis chyba jakos szczegolnie (jeszcze nie wiem).

Moja przyjaciolka z Polski powiedziala dzis to, co ja mysle: ze 'maz' fajnie brzmi w moich ustach. A raczej w moich wpisach. No ja napawam sie nim okrutnie (i slowem, i mezem), bo i dumna jestem jak paw.

Jestem szczesliwa.

 

20:28, alisekalisek
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 07 listopada 2011
Po niedzialek

Las byl wczoraj juz nie zolty, a rudo-brazowy, ale przez to nie mniej piekny. Przez to, ze od tygodni nie pada, pachnie slodko, pieczonymi kasztanami.

Zapomnialam z biura komorki i przez to nie bieglam na czas - moze dlatego bieglo mi sie tak lekko?

Po powrocie maz odgrzal chilli con carne, a potem wsadzil w samochod i zawiozl do najlepszej na poludniu lodziarni. Mielismy szczescie, wczoraj byl ostatni dzien. Przed wejsciem stala radosna dluga kolejka i nikt sie nie przejmowal, ze 'czekolada juz wyszla'. Wzielismy wanilie z sosem czekoladowym i cmokalismy, siedzac w sloncu. Osiemnascie stopni! No taka jesien to ja lubie.

Jakby mi bylo malo pobieglam jeszcze na joge i dzis ledwo sie ruszam.

Nowy tydzien! Kto nie lubi poniedzialkow? Ja bardziej nie lubie niedziel.

08:24, alisekalisek
Link Komentarze (7) »
sobota, 05 listopada 2011
Fajny czy surowy, a moze jedno i drugie

Bycie szefem jest rzadko proste latwe i przyjemne. Ale na takie wyglada z boku.

Szesc osob, ktore patrza na to, co robisz i sluchaja, co mowisz.

Szesc osob, na ktore patrze. Slucham, co mowia.

Strasznie latwo jest dawac krotkie odpowiedzi na pytania, ale prawdziwym wyzwaniem jest tak rozmawiac, zeby to pytajacy znalazl odpowiedz, ktora... przewaznie zna. Wymaga to cierpliwosci i czasu, ktorego najczesciej jest za malo.

Sa fantastyczni i jestem w tym wzgledzie szczesciara. Dlugo zastanawialam sie, jaka chce byc. Moi byli szefowie byli jak ogien i woda. Jeden miekki i ulegly, z sercem jak dzwon, drugi niczym zimna biala sciana. Pierwszego latwo bylo lubic, za to trudno szanowac, drugim nie dalo sie nie pogardzac.

Dlugo zastanawialam sie, jaka chce byc i odpowiedz przyszla z taka oczywistoscia, ze zrobilo mi sie nagle lekko: moge byc taka jaka jestem, i albo to sie sprawdzi, albo nie. Zadnego przestawiania, w praniu predzej czy pozniej wszystko i tak wyjdzie na jaw.

Moj team poczul to jak przez skore. Zaufalismy sobie.

Mozna byc szefem dupkiem, czemu nie, ale mozna tez byc szefem czlowiekiem. Czemu nie.

 

Przyjacielsko rozbilo sie na kawalki. Rozmowa tylko zajatrzyla rane. Jeszcze nie czas. 

20:25, alisekalisek
Link Komentarze (7) »
niedziela, 23 października 2011
Rownowaga

Zachlystuje sie zyciem. Zawsze sie zachlystywalam i jak w cos wpadalam, to jak sliwka w kompot. Milosc na sto procent, praca na sto procent. Nie jestem pewna, czy to dobrze. Ale nie mysle tez, ze to zle.

Przez to sliwkowanie w nowej pracy na nic jednak nie mialam czasu. Od pol roku nie bylam na fitness. Nie mialam czasu dla przyjaciol. Wracalam zmeczona do domu i marzylam tylko o kanapie. Czeste wyjazdy mi sie nie usmiechaly. Angazowalam sie, ale nie potrafilam cieszyc. Zaczelam sie bac, kiedy zbuntowalo mi sie cialo. W zyciu potrzeba dystansu. Trzeba wiedziec, co jest wazne, a co mniej wazne. I kiedy sie zatrzymac, albo zwolnic. Ale to jest cholernie trudne. Zawsze sie czlowiekowi wydaje, ze 'jeszcze troche'.

Od jakiegos czasu regularnie biegam. Na poczatek dwa razy w tygodniu, nieduzo, ale to lepsze, niz nic. Las jest jak marzenie. Pachnie wilgocia, grzybami. Slonce kladzie sie plamami na lisciach. Znajduje spokoj. Wczesniej bieganie mnie nudzilo. Teraz odpreza. Mam tyle do czynienia z ludzmi dzien w dzien, ze potrzebuje tej samotnosci. Glowa mi sie wycisza.

I moze nawet pomalu znajduje rownowage, bo wstaje chetnie, chetnie ide do biura i nawet wyjazdy mi sie usmiechaja. Od wtorku trzy dni w Pradze. Praga jest piekna, naprawde sie ciesze.

Ale zeby nie bylo zbyt pieknie pochlapalo mi sie prywatnie, przyjacielsko i nie wiem, czy da sie wyprostowac. Wiele w tym mojej winy, jak sie nie dba, to nie ma co oczekiwac, ze bedzie kwitlo i jest mi z tym niedobrze do bolu brzucha.

 

12:32, alisekalisek
Link Komentarze (11) »
niedziela, 09 października 2011
Jak slepej kurze zairno

Nic sie nie zmienilo, a zmienilo sie wszystko.

Maz i zona.

Kochane, idealow nie ma. Moj maz jest wymarzony dla mnie. Was by pewnie strasznie denerwowal. Kiedy mowie, ze jest swietny, to tak mysle, inaczej nie wyszlabym za niego za maz. Ale to, co jest swietne dla mnie, dla innych moze byc nie do przyjecia.

Cala tajemnica w tym, zeby znalezc sie w korcu maku.

 

 

 

11:30, alisekalisek
Link Komentarze (24) »
sobota, 17 września 2011
Mr. Perfect

To nie ja tak mowie o moim mezu. To jedna z moich znajomych z biura wzdycha, kiedy opowiadam 'moj maz to, moj maz tamto'. I mowi 'ten Twoj Mr. Perfect'. Co ja na to poradze, ze nie moge powiedziec o nim nic zlego.

Moj maz bardzo rzadko placze. A jednak plakal jak dziecko, kiedy szlam z tata w jego kierunku. Welon mialam na trzy metry, a w tren zaplatala sie pszczola i liscie.

Jego oczy. O tych oczach slysze czesto. Mowia 'jak on sie na Ciebie patrzy!'.

Z moim mezem mozna byc biednym i bogatym, to nie ma znaczenia. Ale na pewno nie mozna byc z nim nieszczesliwym.

Chcialam napisac o weselu i o naszych przyjaciolach, na ktorych zawsze mozna liczyc, ale moj maz wlasnie uszykowal kolacje po hiszpansku i tego po prostu nie moge przegapic :-)

19:04, alisekalisek
Link Komentarze (12) »
niedziela, 04 września 2011
Swiat jest piekny

No jest. Lotnisko w Kopenhadze jest nad samym morzem i przez chwile myslalam, ze bedziemy ladowac na wodzie. Nic z tych rzeczy, obydwa loty byly super przyjemne, jak przejazdzka dorozka, wolno i leniwie. Z wody wystawaly owiniete w mgle elektryczne wiatraki i rozbijaly sie o ostatnie promienie slonca i to byl fantastyczny widok.

Przebieglam sie przez stare miasto, zjadlam samotnie sushi i poszlam spac. Meeting byl bardzo ciekawy, duzo ciekawszy, niz sie spodziewalam.

Za kazdym razem z lotniska odbiera mnie maz i to jest najpiekniejsze powitanie swiata.

Rozmawialam jakis czas temu ze znajoma, spytala, czy moj maz sie nie zlosci, ze tak czesto mnie nie ma. Zlosci? No przyznam, ze sie zdziwilam. Moj maz za kazdym razem przypomina mi o tym, zebym jak najlepiej wykorzystala ten czas, spedzala go najprzyjemniej jak sie da, i nie zapominala o spodnicy i high heels.

17:48, alisekalisek
Link Komentarze (6) »
sobota, 27 sierpnia 2011
Wszystko jest w glowie

Od dwoch tygodni spokojniej.

Staram sie ten spokoj znalezc u siebie samej, w glowie, na biurku. Wszystko jest kwestia nastawienia. Czuje sie z tym lepiej, lepiej tez sypiam.

W przyszlym tygodniu jednak lece do Kopenhagi, a myslalam, ze uda mi sie wywinac. No nie uda sie. Chcialam leciec pierwsza poranna maszyna, zeby nie musiec nocowac, ale spoznilabym sie na spotkanie i tak oto jednak lece wczesniej. Nie ukrywam, ze najczesciej zamiast podrozowac najchetniej zostalabym w domu i jadla kolacje z moim mezem, ale poniewaz nigdy nie bylam w Kopenhadze, a hotel jest tuz pod Tivoli Gardens, w samym sercu miasta, to ciesze sie na spacer i lody. Moze nie bede buszowac za dlugo w necie i pisac maili, i uda mi sie nawet pojsc wczesnie spac?

W Niemczech to sie nazywa 'jammern auf hohem Niveau' - jeczenie/narzekanie na wysokim poziomie. Nic na to jednak nie poradze, ze czasem podrozowanie sprawia mi ogromna przyjemnosc, a czasem nie.

Dopinamy ostatnie guziki, wesele tuz tuz. Mam dwa tygodnie urlopu, 'zaslugujesz!', napisal moj szef. To byl chyba komplement.

 

 

11:36, alisekalisek
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16